sobota, 12 lutego 2022

I want to believe

 




piątek, 26 czerwca 2015

Ekhm

Ludu!


Nie płaczcie. Nie umarłem, a pókim żyw, Paradajisy, dzieło me niezwykłej urody, też żywe.
Musicie uzbroić się w cierpliwość. Niestety żadne próby przekupienia mnie nie zadziałają. Obecnie moją uwagę pochłania całkowicie jedna mała, bardzo głośna istotka i nie jest nią niestety Dracze. Tymbardziej Hermiona.
Powiadam wam, najdrożsi czytelnicy, że jeszcze wasze oczy ujrzą kontynuację mego wspaniałego dzieła. Ale ten czas jeszcze nie nadszedł!

Tymczasem pozdrawiam was ciepło ja, Mjut.

środa, 10 września 2014

Drodzy Czytelnicy!

Jak zapewne zauważyliście, 50 szejds of Malfoy po zamknięciu Sznaucerka zaliczyło mały zgon. Dziękuję za wasze cudowne wiadomości i maile i wybaczcie, że na wszystkie nie odpowiedziałem, ale nie miałem czasu - tak, Mjut ma życie, a to niespodzianka.

Oświadczam więc uroczyście, że Paradajisy wracają! I niedługo będą seksy!
PS To prawda.

piątek, 10 stycznia 2014

Paradajis w Nowym Roku

Wielokrotnie zastanawiam się, pisząc rozdział, kto z odmętów internetu tutaj trafi. Kim są moi czytelnicy i czego oczekują po wejściu na stronę paradajis.blogspot.com i ujrzeniu tytułu strony, który jest pięknym cytatem (nieprawdaż?). 
Po zajrzeniu dziś w statystyki zastanawiam się nad tym jeszcze bardziej, no bo skoro ludzie wyszukują
hermiona gniewny seks
oczekują raczej, że go tutaj zastaną. A tu taka niespodzianka, bo i żadnych seksów w paradajisach jeszcze nie było, a tym bardziej Herma w moim opowiadaniu nie jest gniewna. Nie wiem też jak odnieść się do
hermiona snape podniecenia niewolnica
Czy Hermiona jest niewolnicą podniecenia, czy to Snape, zmienił płeć i został zniewolony przez nieustające podniecenie? W każdym z tych przypadków - współczuję bohaterom. Autorowi tego utworu, jeśli istnieje, pragnę powiedzieć, że jest bardzo nieludzkim pisarzem. Jak można tak męczyć swoich bohaterów? Jak? Trudne sprawy.
hermiona niewolnica mjut
Dementuję plotki, Hermiona nie jest jedną z moich niewolnic. Będąc w temacie niewolnic, pojawiło się również... 
hermiona niewolnica czarnego pana
co już nie jest ani trochę innowacyjne czy zabawne. Naprawdę sądzicie, że taki mistrz pióra jak Mjut podjąłby się pomysłu tak oczywistego, tak schematycznego, niczym kupionego na targu od pewnej starej wyjadaczki dramionowych sztampowych rozwiązań, która ostatnio trudni się sprzedawaniem rozdawaniem opek?
W statystykach pojawiło się również:
50 shades of mjut

Tak, oczywiście, że mam pięćdziesiąt odcieni, ale niestety nie znajdziesz ich na tym blogasku. If you know what I mean.

piątek, 1 listopada 2013

Konkurs

Na stronce zrzeszającej wszystkie blogaskowe opka o skomplikowanej, mrocznej i pięknej miłości Dracze i Hermy jest konkursik na najlepszego blogaska. I w tym momencie kieruję do Was, mych wspaniałych czytelników ogromną prośbę - zgłoście skromny twór Mjutka, a później zagłosujcie na niego. Wiem, że niegodzien jestem Waszych wspaniałych głosów, bo zawiodłem Was, niczego nie publikując przez ostatni miesiąc, ale obiecuję poprawę. :) Na zachętę dodam jeszcze, że fajnie by było wygrać ten konkursik i pokazać poważnym paniom pisarkom wspaniałość mego tworu. :P

Tutaj więcej informacji. Panie twierdzą, że to edycja wrześniowa, chociaż mamy listopad, no ale kto by się czepiał :P


PS Rozdział się tworzy.

niedziela, 21 lipca 2013

Épisode 1 — Étuve

Był wczesny poranek, kiedy jasnowłosy mężczyzna siedział na skraju wielkiego łoża z hebanowymi kolumienkami. Jego stopy ledwo dotykały zimnej marmurowej posadzki, jednak na jego ciele pojawiały się raz po raz dreszcze. Do sypialni dostawały się pierwsze promienie słońca, padając delikatnie na jego nagi tors. Alabastrowa skóra była tak jasna, że gdzieniegdzie widać było niebieskie żyły, w których płynęła czysta, magiczna krew.
Dracon Malfoy wpatrywał się z zamyśleniem w jakiś punkt przed sobą. Przystojną, bladą twarz przecinało zamyślenie, kiedy jego powieki prawie w ogóle się nie drgały. W kącikach oczu powoli zaczynały zbierać się łzy, jednak Malfoy nie miał zamiaru mrugnąć. Rozmyślał o sobie i swoim pochodzeniu. Jego nieskalana szlamem krew była jego największą chlubą i to właśnie ukształtowało jego charakter. Nikt jednak nie wiedział tak naprawdę, co kryło się pod skorupą aroganckiego, zimnego, opanowanego absolwenta Slytherinu. Nikt nigdy nie zadał sobie trudu, by spróbować zburzyć mur, który on, sam Dracon, zbudował na fundamentach ze strachu i krwi szlam. Nie miał tego nikomu za złe... W końcu wolał być tym złym i zimnym mężczyzną, którego się boją, niż pokazać jakieś uczucia. Wolał, by jego prawdziwa natura nigdy nie wyszła na jaw. Bo to, co kryło się w środku, nie było ani trochę piękne...Nie zrozumcie go źle — jego trzewia wyglądały jak wyrzeźbione przez Michała Anioła... Chodziło o ten głębszy środek, ten gdzieś tam, gdzieś, gdzieś daleko wewnątrz...


Tymczasem wiele pięter niżej, w obskurnym i zimnym lochu, gdzie po kątach piszczały szczury, siedziała szczupła dziewczyna. Oplatała ramionami kolana i wpatrywała się w swoje bose stopy. Na lewej kostce wisiała jej mosiężna obręcz, od której odchodził ciężki łańcuch, przytwierdzony do ściany. Cała klitka przypominała powierzchnią komórkę na miotły. Bez okna, bez mebli, tylko jedna pochodnia i pleśniejący materac pod ścianą. Hermiona Granger ubrana była gorzej niż skrzaty domowe w Malfoy Manor. Przez ostatnie miesiące wychudła, policzki się jej zapadły, a włosy opadały grubymi, brudnymi strąkami na wątłe ramiona. Od wielu tygodni nie trzymała w ręku różdżki, jej zdolności czarodziejskie najpiewniej zamierały. Była niewolnicą. W ręce Malfoya trafiła na krótko po bitwie o Hogwart, gdzie Harry Potter zginął, a Ron Weasley został pojmany przez Bellatriks Lestrange, która postanowiła stworzyć sobie kamerdynerów z najdzielniejszych obrońców Szkoły Magii i Czarodziejstwa. Pragnęła ich poniżyć. A to było gorsze od śmierci. Tak więc Ron, Neville, Seamus i Colin przywdziali czerwone fraki i znaleźli się na usługach śmierciożerczyni. I wbrew pozorom spotkał ich los lepszy, niż biedną Hermionę...
Dziewczyna nie miała już nawet siły płakać. Nie rozumiała, dlaczego trafiła do domu przebrzydłego Ślizgona. Wolałaby umrzeć. Przecież nie potrzebowali służby, mieli tabun skrzatów domowych, które prace wykonywały natychmiast i niemalże bezszelestnie. A za nią wiecznie ciągnął się brzdękający łańcuch, który przytwierdzono do magicznej obroży. Malfoy zawsze zapinał jej ją na szyi, gdy postanowił wyciągnąć zabawkę z piwnicy. Dlaczego w ogóle postanowił sobie ją przywłaszczyć, skoro mógł wziąć każdą, chociażby Ginny, która była od niej wiele razy ładniejsza? Cóż, odpowiedź była jedna — Malfoy od zawsze w pewien sposób podziwiał Hermionę. Był to bardzo specyficzny rodzaj podziwu, if you know what he means. Nie potrafił jednak w żaden sposób się do niej zbliżyć. Granger miała go za zadufanego w sobie osła, dla którego jedyną wartością jest jego czysta krew. Nie chciała się zadawać z kimś takim i na jej decyzję nie miał nawet wpływu fakt, że Malfoy był synem Śmierciożercy blisko związanego z Czarnym Panem. Nie obchodziłoby jej to, gdyby Draco zachowywał się wobec niej w porządku, było jednak inaczej. Kiedy Zakon Feniksa przegrał wojnę, Malfoy ujrzał szansę na zmienienie swojego życia. A Hermiony przy okazji... Mógł w końcu ziścić pragnienia, które tkwiły w nim bardzo głęboko i do których nie przyznawał się nawet sam przed sobą. Wystarczyło tylko poprosić Czarnego Pana, aby oddał mu tę szlamę w niewolę. Na szczęście Czarny Pan był miłosierny i sam przygarnął sobie bliźniaczki Patil oraz Fleur Delacour, bo mógł i chciał pokazać, że inne narody są tylko prochem u jego stóp. Tak więc zgodził się od razu. Draco musiał mu jednak obiecać, że wszystkie swoje doświadczenia opisze na blogu. W ten sposób powstała witryna GrzesznikDracon.com.


— Alohomora! — Hermiona usłyszała nagle głos. No tak, ktoś po nią przyszedł. Pewnie Malfoy znów sobie zażyczył jej towarzystwa. Szczęk zamka, klamka się ugięła i drzwi stanęły otworem. Na progu stał Greyback, wilkołak.
— No, no, no — zacmokał obrzydliwy mężczyzna. — Śmierdząca szlama. I po co oni chcą ciebie na górze...? Inni czarodzieje trzymają swoje niewolnice u stóp, nagie lub prawie nagie. A ty siedzisz tutaj w ciemności, jak robak. — Zaniósł się paskudnym śmiechem, którzy przypominał ujadanie psa na łańcuchu. Hermiona utkwiła wzrok w kamiennej posadzce. Nie chciała na niego patrzeć, żeby przypadkiem go nie prowokować w żaden sposób. Chciała opuścić loch w jednym kawałku. Nie rozumiała, jak ktoś tak wysublimowany jak Malfoy może korzystać z usług kogoś takiego jak Greyback. Nie podniosła się z podłogi.
— Ogłuchłaś, szlamo? Wstawaj!  — warknął i chwycił ją za włosy, podnosząc do pozycji stojącej. Hermiona pisnęła cicho, ale nie powiedziała słowa. Greyback znów wycelował różdżką, tym razem w kłódkę przy ścianie, błysnęło i po chwili dzierżył łańcuch w dłoni. Pociągnął brutalnie dziewczynę i opuścili loch. Piwnica była bardzo głęboko, a schody długie, kręte i wąskie. Hermiona kilkaka razy się potknęła; była wyczerpana. Od dawna nie jadła i nie piła, w konsekwencji kąciki ust popękały jej i piekły boleśnie, a na rękach wystąpiła paskudna wysypka od wilgoci. W końcu stanęli przed drewnianymi drzwiami z mosiężną klamką w kształcie głowy węża. Jeden ruch i znaleźli się w innym świecie — świecie, gdzie podłogę pokrywają aksamitne dywany w kolorze krwi. To było miejsce, gdzie światło pada z kryształowych kandelabrów, pobrzdękujących pod sufitem za sprawą magii. Na ścianach wisiały portrety przodków Malfoyów, wszystkie w złotych ramach. Greyback pewnym krokiem wszedł do holu, tym samym zmuszając Hermionę do pójścia w jego ślady. Dziewczyna czuła się brudna i nawet przejmujący wstręt przed osobą Draco nie zmazał odczucia, że ten dom jest przepiękny.
— Salazarze, cóż to za szkarada — usłyszała damski głos, gdy stanęli w przejściu do salonu.
Jej oczom ukazał się rozległy pokój. Pod przeciwległą ścianą wybudowano wielki kominek, w którym trzaskał ogień. Hermiona niemalże poczuła rozkoszne ciepło i mimowolnie zadrżała. Zlokalizowała po chwili właścicielkę głosu. To matka Malfoya, Narcyza, leżąca na zgrabnej kanapie obitej zieloną skórą, wyraziła swoją chłodną pogardę. Za kanapą stał Lucjusz i trzymał w dłoni kieliszek z winem skrzatów. Nie było jednak nigdzie Draco.
— Trzeba to obmyć — syknął chłodno pan Malfoy i zwęził z obrzydzenia oczy. — Jednak nie jestem pewien, czy szlama powinna wchodzić do naszej łazienki... Fontanna będzie odpowiedniejsza.
Hermiona wystraszyła się na dźwięk jego słów. Przecież była zima, z pewnością nabawi się zapalenia płuc. „Może wtedy umrę. I skończy się wreszcie ten koszmar...” Wtedy w salonie nagle pojawił się Dracon. Hermiona nie mogła nie zauważyć, że wyglądał wspaniale. Jego tkanka mięśniowa rozrosła się, dzięki czemu zaczął wyglądać jak mężczyzna, a nie jak wysuszony szczypiorek. Blond włosy układał teraz finezyjnie i nosił ubrania od znanych projektantów. Był naprawdę pociągający... „Hermiona!”, skarciła się, „Nie możesz tak myślec!”
— Niech skorzysta z łazienki — powiedział. — Jeszcze się zaziębi i umrze, a to byłoby dla niej tylko przyjemnością.
— Ależ... Draco! Niedawno skrzaty szorowały kafelki. Spójrz na jej dłonie! — Narcyza nie kryła oburzenia. Zdenerwowała się tak bardzo, że jej pierś poczęła miarowo falować. Lucjusz natomiast nie krył fascynacji tym widokiem. Stanowczy syn i falująca pierś jego małżonki były doprawdy niecodziennymi zjawiskami. Nagle poczuł, że zrobiło mu się gorąco...
— Pójdą z nią skrzaty i posprzątają ponownie. Przecież od tego są! — warknął Smok. Pan Malfoy spojrzał na syna z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Czyżby był dumny ze stanowczości swojego pierwordonego?
— Greyback, zabierz Granger do łazienki. — Machnął ręką i u jego boku aportowały się trzy skrzaty. — Macie dopilnować, by dziewczyna się umyła. Zajmijcie się wszystkim, dajcie jej olej różany — tu Narcyza wydała cichy okrzyk oburzenia — i zadbajcie, żeby jej włosy były gładkie.
— A ubranie, sir? — zapytała skrzatka, kłaniając się nisko, na co usta Malfoya wykrzywiły się nieznacznie.
— Nie będą jej potrzebne. — Na twarzy młodego Malfoya pojawił się niecny uśmieszek. Hermiona aż zadrżała ze strachu, a Lucjusz odpiął ostatni guzik swojej koszuli, gdyż zdawało mu się, że się dusi.
— Ach, zapomniałbym! — Wycelował różdżką w Hermionę. Machnął krótko, błysnęło światło i z dłoni dziewczyny zniknęła wysypka. Drugie machnięcie i włosy skróciły się o połowę, gdyż sięgały jej już prawie pośladków. Brudne i skołtunione opadły na podłogę. Skrzaty rzuciły się, by natychmiast to uprzątnąć. Hermiona dałaby sobie jednak coś uciąć, że jeden z nich schował pukiel włosów za szmatkę, w którą był ubrany, uprzednio wycierając nim swój mały, pomarszczony pyszczek.
Malfoy zadowolony wsunął różdżkę do rękawa. Lucjusz natomiast opuścił salon i zamknął się w swoim gabinecie, do którego wezwał skrzaty i odebrał im włosy Hermiony. Nie wiedział, dlaczego to zrobił, czuł po prostu taką potrzebę. Oczywiście uprzednio kazał je dokładnie oczyścić. Dotknął delikatnie brązowych kosmyków. Chwilę później zalała go fala gorąca.


— Slytherinie, ta szlama w mojej łazience — zapłakała Narcyza, gdy Hermiona ruszyła z Greybackiem na piętro.
— W której? — zapytał Slytherin. — Wisi w niej jakiś mój portret?
— Greyback! A tylko spróbuj uchylić drzwi, gdy będzie się kąpała! — zawołał za nimi Draco.

Greyback gorąco zaprzeczył, mając jednocześnie nadzieję, że Draco nie opanował perfekcyjnie legilimencji.

piątek, 12 lipca 2013

Opowiem wam pewną historię

Pewnego dnia Mjut postanowił podzielić się ze światem swoją historią. Była nie byle jaka, poza tym trudna i niezwykle bolesna dla głównego bohatera. Mjut dniem i nocą spisywał na stronicach Worda żywot swój długi i marny. Pisał tak długo, aż palce jego poczęły krwawić, ale nie przejmował się tym. Czuł, że musi wyrzucić z siebie cały ten żal i ból, który go dotknął przez te wszystkie lata. Pisał i pisał, po czym napisał. Dzieło było gotowe! Zaniósł więc plik tysiąca stron do powszechnie znanych wydawnictw, a tam… Tam spotkał się z tym, czego się spodziewał. Ci, którzy przeczytali jego książkę, wylewali morza łez nad powieścią, popadali w bezsenność, paranoję, jeden z nich popełnił samobójstwo… Mjut nigdy jeszcze nie czuł się tak okropnie. Jego życie wprowadziło chaos do życia reszty ludzi, jego cierpienie przenosiło się na innych, dotykając ich swoimi wielkimi, parzącymi mackami, powodując okrutnie bolesne rany, które nigdy się już nie zabliźnią. Wydawcy jednak chcieli więcej i więcej. „Wydamy to, sprzedamy na cały świat, to będzie bestseller wszech czasów, a Morgan Freeman będzie czytał twoją książkę w radiu!” Mjut jednak obawiał się, że cały świat może przez niego pogrążyć się w smutku. Dlatego podjął decyzję, która na zawsze zmieniła jego życie. Zabrał książkę i odmówił światowej sławy. Odszedł, nie oglądając się za siebie, swój smutek i cierpienie życiowe pozostawiając dla siebie.

Nikt nie usłyszał już nigdy o panu M. Wydawcy od czasu do czasu wymieniali ze sobą wiadomości, czy żaden z nich nie dostał do skrzynki chociaż próbki pisaniny Mjuta, ale nic takiego się nie wydarzyło. Powoli, prawie niezauważalnie, pogrążali się w smutku, bo żadna nowa książka nie mogła się równać z tym, co przeczytali kiedyś. Płakali w kącie, że nie mogą już nigdy więcej przeczytać czegoś takiego, popadali w bezsenność, paranoję… Ból i cierpienie przenosiło się tak szybko, że nikt nawet nie zauważył, jak pół świata pogrążyło się w tej dziwnej chorobie. Niewiele osób znało przyczynę, jednak ci, którzy ją znali, nie potrafili zrobić nic…

I tak właśnie skończyła się historia historii Mjuta, miliony ludzi w depresji, same beznadziejne książki… Dlatego Mjut postanowił wyjść z ukrycia i znów podzielić się ze światem swoim talentem. Tym razem jednak postanowił, że historia będzie całkiem inna…